Miało być tak pięknie. Zachęcona opisem na okładce, nastawiałam się na prawdziwą podróż przez wieki z profesorem erudytą. Miał być dla mnie jak Wergiliusz, który oprowadzi mnie po zaświatach antyku. Mieliśmy razem tropić starożytne wątki we współczesności. Miałam wsłuchiwać się w jego „pełne subtelnego humoru refleksje”, miałam czerpać pełnymi garściami z jego wiedzy. Cóż... Tymczasem z siedmiu esejów, które składają się na niewielki „Antyk po antyku”, tylko jeden (pierwszy) zdaje się spełniać te kryteria. Reszta, poza nielicznymi fragmentami, to po prostu zapiski (pamiętnik) starszego pana, które dla biografów profesora (i nie tylko) na pewno okazały się ciekawe – jego przyjaźń z Herbertem, okoliczności wydania „Boskiego Juliusza” lub rozważania o tym, kiedy Stempowski zaczął myśleć o przybliżeniu polskim czytelnikom Owidiusza. Trudno jednak uznać utyskiwania na to, że nie uczy sie już łaciny w szkołach za tropienie antycznych wątków we współczesności. To mniej więcej tak, jakby napisać, że Madonna jest katoliczką, bo ma na imię Madonna i w dodatku śpiewa „Like a virgin”. Niestety znów wydaje mi się, że wydawcy poprzestali na przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron książki. Co więc ciekawego jest w tym jednym eseju? Dowiadujemy się z niego, jakie są społeczne skutki rewolucji przemysłowej, kto właściwie uczy dziś kogo, kim jest Homo novans i czy to przyjemny typ oraz jak to wszystko było kiedyś (czyli w starożytności). Ale, żeby za pięćdziesiąt stron od razu nominować do Nike 2011?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starożytność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starożytność. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 października 2011
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Ursula K. Le Guin, Lawinia
Lawinia to milcząca bohaterka „Eneidy” Wergiliusza, żona Eneasza. Według przepowiedni ma poślubić cudzoziemca, który nawiedzi ziemie Lacjum. Na tym kończy się jej rola w starożytnym poemacie. Ursula K. Le Guin przywraca ją do życia po przeszło dwóch tysiącach lat i daje możliwość opowiedzenia tej historii z własnego punktu widzenia. Najpierw dzieciństwo i młodość, rozpacz i szaleństwo matki po stracie braci, potem adoratorzy, uczestnictwo w rytuałach, wojna, ślub z Eneaszem, w końcu jego śmierć i jej dalsze samotne życie. Lawinia dostaje jednak od autorki coś jeszcze – kontakt ze swoim stwórcą (Wergiliuszem) i wiedzę o zdarzeniach, które dopiero nadejdą. To więcej, niż mogą liczyć inni śmiertelnicy. Może to rekompensata za wieki milczenia.
Opowieść zawarta w „Lawinii” ma ponad dwa tysiące lat. Trudno więc oczekiwać od niej czegoś zaskakującego. Wątki, postacie, zachowania zdążyły już utrwalić się na dobre w naszej kulturze – po prostu w ogóle ich nie dostrzegamy. Znamy tysiące takich bohaterek, małżeństw, relacji, wojen. Dlatego książka może być momentami nużąca. Jednak w ocenie należy wziąć też pod uwagę kontekst. Le Guin chyba ma tego świadomość. W posłowiu obszernie tłumaczy swoje zafascynowanie wczesnym Rzymem, jego zasadami, rytuałami, traktowaniem kobiet. Jej zafascynowanie widać w ogromnej wiedzy, jaką autorka dzieli się z czytelnikiem opisując kult bóstw, przyrodę, a nawet położenie geograficzne. Przypomina też, że wszystko to stanowi część, fundament naszej europejskiej kultury. Powinni o tym pamiętać szczególnie ci, dla których Europa zaczęła się wraz z nastaniem chrześcijaństwa.
Podobny pomysł miała parę lat temu Margaret Atwood. W „Penelopiadzie” oddała głos czekającej na Odyseusza Penelopie. Obie książki można zaliczyć do nurtu odkrywających HERstory w HIStory.
Subskrybuj:
Posty (Atom)