Jest Mur; zamki, w tym królewski z urzędującym w nim tłustym i rubasznym Królem; lordowie; Północ i Południe; osierocone rodzeństwo poprzedniego władcy i nowy Namiestnik. Nowy Namiestnik ma do wypełnienia poważne zadanie. Co Król wymarzy, ma zbudować. W dosadniejszej zaś wersji, krążącej wśród poddanych, co Król zje, Namiestnik ma pozbierać… skutki. Mniej więcej od tego momentu, mianowania nowego Namiestnika oczywiście, a nie zbierania nieczystości, zostajemy wciągnięci w sieć intryg dworskich i poza dworskich. Sieć jest tak skomplikowana jak zarządzanie quasi-średniowiecznym państwem, gdzie pożąda się władzy, a głos ludu ma siłę oddziaływania jedynie w najbliższej karczmie. Dziesiątki postaci przemierzają strony tej książki, to prawda. Niektóre okażą się kluczowe, choć wydają się niepozorne (Karzeł). Inne zaś mimo, że potężne (Królowa) i wpływające na rozwój wydarzeń, wypowiedzą do nas bezpośrednio jedynie kilka zdań. W tym to najsłynniejsze: „W walce o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej”. Uwaga! Nie mylić z serialem, gdzie Królowej wkłada się w usta o wiele więcej wypowiedzi. Nie należy się jednak złościć z powodu takich „przekłamań” skoro scenarzystą jest sam autor.
No dobrze, ale jak w tej plejadzie postaci wypadają kobiety? Czy, jak przystało na fantastykę, mają do odegrania głównie role matek, żon, dziwek lub ewentualnie wojowniczek? No cóż… Ale z drugiej strony mężczyźni też nie mają dużego wyboru - rycerze, królowie, strażnicy Muru – ubrani na czarno i żyjących w celibacie. Proponuję zacisnąć zęby i bronić przed nasuwającymi się skojarzeniami. A ty, z kim się utożsamiasz?
Ja, na przykład, mogę podziwiać Catelyn, żonę Namiestnika, matkę przyszłego lorda Winterfell i dwóch córek uwięzionych na dworze królewskim oraz macochę strażnika Muru. Tak, to wszystko o jednej kobiecie. Mimo, że przede wszystkim ma do odegrania typowe niewieście role, jest też przyczyną dotykających Siedem Królestw zdarzeń. To ona podejmuje decyzję o uwięzieniu Karła, co staje się zaczątkiem do prowadzenia otwartej wojny domowej. Ona też na dworze swego ojca stara się, by zawrzeć porozumienia i doprowadzić do pokoju. Niestety, machina wojenna ruszyła i nie zatrzyma się na jej chęci odzyskania córek i przeżywania żałoby, nie powiem po kim, w zaciszu swojego dworu.
Tymczasem córki lady Catelyn bawią na dworze królewskim. Choć bawią, to może nieodpowiednie słowo w przypadku Aryi. Sansa przejawia ciągoty do życia dworskiego, Arya do okładania się drewnianymi mieczami z synem rzeźnika. Sansa zostaje narzeczoną przyszłego Króla, chociaż jej wymarzony Książę okaże się nie tak sprawiedliwy i wspaniałomyślny, jak bohaterowie starych baśni. Arya natomiast ma zadatki na wojowniczkę. A wojowniczki nie ubierają się w atłasy i nie uczestniczą w audiencji. Kompromisem w tym przypadku jest nauka tańca, tańca z Igłą.
Za to na Wschodzie (dlaczego nie ma mapy w książce?) inna dziewczynka staje się kobietą. Wplątana przez chcącego odzyskać tron brata w polityczne małżeństwo szybko uczy się, jak stać się królową, khaleesi. I jako królowa, powoli się z pod władzy brata uwalnia, bo królowa, tym bardziej zrodzona z krwi smoków, włada sama.
Pierwsza część sagi Pieśń Lodu i Ognia skupia się właściwie na przedstawieniu postaci i zawiązaniu akcji. Praktycznie żadne wątki nie zostają rozstrzygnięte. Również magia występuje tu w ograniczonym zakresie, przetykając jedynie sieć intryg politycznych, pojawiając się w wyciu wilkorów i tajemniczych postaciach zza Muru. Nastrój ostatnich stron nie pozostawia jednak wątpliwości. Nadchodzi Zima, a wraz z nią ten normalny dla nas świat zmieni się nie do poznania. Role zostaną odwrócone. Zobaczymy, czy role kobiece również.